Poprzednich dwóch odsłon cyklu Drift Masters, czyli aktualnego czempionatu Starego Kontynentu, nie mógł zaliczyć do udanych. Przełamanie przyszło w niemieckim Ferropolis.

Tegoroczne Mistrzostwa Europy Drift Masters Paweł Korpuliński zaczął bardzo dobrze. Po dwóch pierwszych rundach cyklu, w austriackim Greinbach i francuskim Croix en Ternois, warszawianin plasował się na bardzo wysokim, szóstym miejscu ze stosunkowo niewielką stratą punktową do zawodnika na trzeciej pozycji. Po czerwcowej rundzie w Płocku, w której zakończył rywalizację na poziomie TOP32, spadł na dziewiąte miejsce w klasyfikacji generalnej. Również w czwartej rundzie Drift Masters European Championship, która odbyła się na początku sierpnia w Rydze, kierowca charakterystycznego driftowozu zbudowanego na bazie BMW E82 1M Coupe, odpadł już w pierwszym pojedynku, czyli także w TOP32. W tym przypadku o porażce zadecydowała nie tylko wyśmienita forma rywala, który triumfował w całej tej rundzie, ale też pech. Podczas przejazdu, w którym Korpuliński gonił Brytyjczyka Martina Richarda, zsunęła mu się prawa tylna opona, co spowodowało, że ostatni łuk utytułowany Polak pokonał praktycznie na samej feldze. Tym samym o triumfie w tej parze nie mogło więc być mowy.

Sukces w… muzeum żelaza

Piąta odsłona cyklu odbyła się w Ferropolis – Mieście Żelaza, urządzonym na wyspie w niemieckim Gräfenhainichen na terenie byłej kopalni odkrywkowej. Paweł Korpuliński jechał na nią w bynajmniej dobrym nastroju, pokrzepiony dopiero co odniesionym zwycięstwem w rundzie Drift Open na Autodromie Pomorze. Do rywalizacji w Niemczech w otoczeniu dawnych, potężnych maszyn górniczych przystąpił ze sporym animuszem, bynajmniej starając się nie rozpamiętywać dwóch poprzednich zawodów w ramach czempionatu. Przyniosło to efekt już w kwalifikacjach. Te mistrz Szwecji z 2017 roku zakończył na wysokim, siódmym miejscu z bardzo dobrym rezultatem – 91 punktów.

Równie znakomicie Korpuliński radził sobie podczas głównej części zawodów, czyli w trakcie przejazdów w parach. W pierwszym pojedynku zmierzył się z Dawidem Karkosikiem. Był to rewanż za rundę w Płocku, kiedy to obaj zawodnicy także spotkali się na etapie TOP32. Wówczas lepszy okazał się pochodzący z Torunia kierowca Nissana. Tym razem rezultat był odwrotny.

W TOP16 Paweł Korpuliński stanął w szranki z Bartoszem Stolarskim. Pojedynek z „BRT” był bardzo widowiskowy i wyrównany, a do końcowego rozstrzygnięcia potrzebna była dogrywka. Kierowcy BMW nie ułatwiały zadania problemy z doładowaniem, a jednak mimo tego udało mu się ostatecznie przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść.

W TOP8 trafił się kolejny polsko-polski pojedynek. Paweł Korpuliński rywalizował z Adamem „Rubikiem” Zalewskim, czyli zwycięzcą cyklu Drift Masters sprzed dwóch lat. Również i ten ćwierćfinałowy pojedynek Korpuliński rozstrzygnął na swoją korzyść.

W półfinale, czyli na etapie TOP4, warszawianin w końcu zmierzył się z kierowcą z zagranicy. Był nim Steve „Baggsy” Biagioni. Tym razem górą był Brytyjczyk. Być może rozstrzygnięcie byłoby inne i to właśnie Polak pojechałby tego dnia w wielkim finale z aktualnym mistrzem Europy i mistrzem Formula Drift, Jamesem Deane’m, gdyby nie problemy techniczne. W aucie Korpulińskiego w trakcie tego pojedynku ponownie pojawiły się problemy z doładowaniem. Tym razem brak mocy był już na tyle duży, że o nawiązaniu walki z konkurentem po prostu nie mogło być mowy.

Pech nie zabrał podium

W walce o trzecie miejsce Paweł Korpuliński powinien zmierzyć się z rewelacją tych zawodów, Marco Zakourilem, jednakże Czech z powodu uszkodzonego dyferencjału w ogóle nie był w stanie stanąć do tej decydującej rywalizacji. Tym samym na najniższym stopniu podium stanął Korpuliński. Zwycięzcą rundy został Deane, który w ostatnim pojedynku w znakomitym stylu pokonał Bagioniego.

Paweł Korpuliński mimo odrobiny pecha tym razem po zawodach tryskał jednak znakomitym nastrojem.

  • Owszem, gdyby nie te kłopoty techniczne, to z pewnością postarałbym się powalczyć o Finał A, jednak końcowy wynik jest dla nas na tyle dobry, jesteśmy na tyle szczęśliwi, że nikt w naszym zespole z pewnością nie będzie tego jakoś szczególnie rozpamiętywał – zapewnia Korpuliński. – To były dla mnie najlepsze zawody w tegorocznym sezonie, więc trudno byłoby się nie cieszyć. Szkoda jedynie, że w drodze do półfinału trafiłem na aż trzech Polaków. Eliminowanie z rywalizacji rodaków zawsze boli, tym bardziej, że w tegorocznym sezonie DMEC i tak jest nas niewielu. Co do samego miejsca, to bardzo przypadło mi do gustu. Było naprawdę klimatyczne, a trasa, choć stosunkowo trudna, to jednak okazała się niezwykle ciekawa. Od początku bardzo mi pasowała. Już podczas treningów jeździło mi się tam bardzo dobrze. Wynik z kwalifikacji tylko to potwierdził. Jazda w parach, choć toczyła się o dużą stawkę, zapewniała bardzo skoków adrenaliny i związanej z tym świetnej zabawy. Z wyników tej rundy, jak już wspomniałem, jestem bynajmniej zadowolony i już nie mogę doczekać się kolejnej rundy mistrzostw.

Finał DMEC 2019 odbędzie się, podobnie jak przed rokiem, na irlandzkim torze Mondello Park. Ta runda zaplanowana jest na 21-22. września. Tydzień wcześniej Paweł Korpuliński prawdopodobnie przypieczętuje kolejny tytuł w swojej karierze – Driftingowego Mistrza Danii.

Fot. Kosiarka Works