Choć trzecia runda Drift Masters European Championship nie do końca ułożyła się po myśli driftera z Warszawy i jego ekipy, to jednak Paweł po zawodach w Płocku utrzymał miejsce w czołówce europejskiego czempionatu.

Po niezłym otwarciu sezonu Mistrzostw Europy Drift Masters w Austrii i jeszcze bardziej udanych zawodach tego cyklu we Francji Paweł Korpuliński do rywalizacji w „domowej” rundzie w Płocku przystępował ze sporymi nadziejami na podtrzymanie dobrej passy. Przypomnijmy, przed trzecią rundą mistrzostw Starego Kontynentu warszawianin w klasyfikacji generalnej „Ligi Mistrzów” zajmował bardzo dobre, szóste miejsce. Dodatkową motywacją dla Pawła przed jedyną tegoroczną odsłoną DMEC w Polsce była możliwość zaprezentowania się przed rodzimą publicznością. Na trybunach stadionu płockiej Wisły 28 i 29 czerwca zasiadło bowiem wielu fanów Korpulińskiego, a także jego bliscy i przedstawiciele sponsorów.

Kwalifikacje rozpoczęły się dla Pawła Korpulińskiego od dosyć niespodziewanego zdarzenia. Niefrasobliwość jednego z operatorów kamer, który w nieodpowiednim miejscu znalazł się na torze, sprawiła, że drifter ze stolicy uciekając od potrącenia „nieproszonego gościa” zmuszony był do kontaktu z betonową bandą. Kolizja wyglądała dosyć poważnie i tuż po niej zachodziła obawa o stan auta Korpulińskiego. Na całe szczęście uszkodzenia okazały się niewielkie. Serwis szybko się z nimi uporał i po kilkudziesięciu minutach charakterystyczne BMW 1M mogło ponownie wjechać na trasę próby. Oba kolejne przejazdy Pawła były udane, obyło się już bez jakichkolwiek niespodzianek i tym samym Driftingowy Mistrz Szwecji z 2017 roku zakończył tę część zawodów na dobrym, 10 miejscu z wynikiem 88 punktów.

Wynik z kwalifikacji sprawił, że w TOP32 Paweł Korpuliński trafił na bardzo trudnego rywala – Dawida Karkosika. Choć dla pochodzącego z Torunia driftera „kwali” nie ułożyły” się za dobrze, to było jasne, że będzie on trudnym konkurentem do przejazdów w parach. „Davidoff” także już nieraz plasował się w czołówkach europejskich zawodów, a występ przed własną publicznością także jemu dodawał motywacji. Kibice Pawła nie mieli wątpliwości, że stać go na triumf w potyczce z Karkosikiem, to jednak tym razem nieco lepszy okazał się kierowca Nissana.

  • Wiadomo było, że Dawid będzie bardzo mocnym rywalem i bynajmniej tanio skóry nie sprzeda, ale w Mistrzostwach Europy Drift Masters na tym etapie nie ma słabych zawodników, więc nie jest to żadne usprawiedliwienie – mówi Paweł Korpuliński. – Po prostu tego dnia zaliczyłem nieco gorsze przejazdy. Z pewnością stać mnie na więcej, dlatego nie szukam żadnych wymówek. Taki jest sport – raz się wygrywa, raz się przegrywa. Tutaj nie da się niczego zaplanować i być pewnym już przed startem. To po prostu chyba nie był mój dzień. Tak się czasami każdemu zdarza.

Część kibiców po zawodach zastanawiała się, czy Pawła Korpulińskiego nie zjadła trema związana ze startem przed własną publicznością.

  • Nie, nie sądzę, żeby miało to jakikolwiek wpływ na moją dyspozycję tego dnia – stwierdza kierowca z Warszawy. – Jestem raczej odporny na takie rzeczy, nie odczuwam presji związanej z takimi startami. W końcu to nie pierwsze zawody, na których miałem wielu kibiców. Jak wspomniałem, po prostu tym razem nieco gorzej poszło i nie ma co tego zbyt długo analizować, tylko trzeba skupić się na kolejnych startach, bo te już niebawem. Do końca sezonu jeszcze sporo zawodów przed nami, więc mamy o co walczyć.

Pomimo nieco mniej udanej rundy Drift Masters European Championship Paweł Korpuliński utrzymał się w czołówce mistrzostw Europy. Aktualnie w klasyfikacji generalnej zajmuje dziewiątą lokatę w gronie aż 55 sklasyfikowanych zawodników. W czubie tabeli panuje spory ścisk. Obecnie warszawianin do trzeciego w tym zestawieniu Irlandczyka Jacka Shanahana traci 42 punkty, a więc nawet walka o końcowe podium całego sezonu 2019 w jego przypadku i innych zawodników z aktualnej pierwszej dziesiątki generalki jest jest jeszcze sprawą otwartą.